Pośród łąk, lasów i wód toni, w ciągłej, pustej życia pogoni, żyje posępny lud - zawodziły przedwojenne patefony. Melancholijne tango "Polesia czar" tak jak siedemdziesiąt lat temu i dziś rozbudza wyobraźnię. Czy coś zmieniło się na samym Polesiu? Sentymentalna pieśń durzy skargą, co z głębi wód się miota i każe sercu wierzyć w "Polesia cud". Nadstawmy ucha - dźwięk, który dobiega z krainy moczarów i kniej, zdaje się przypominać skrzyp jadącego wozu.
Sto chodów Stochodu
Rozciągnięte wzdłuż Prypeci, oparte o Dniepr i Bug, leży Polesie, kraina, gdzie wodę spotkać można w stu bodaj odmianach. Wiosną wylewa na nizinne łąki, latem szemrze w korytach drobnych strumieni i dostojnie toczy się korytami rzek o nazwach dziwnie znajomych, a egzotycznych. Meandruje w "stu chodach" Stochodu, płynie krętym korytem Turii i wypełnia labirynty Styru. Woda ożywia poleskie torfowiska, bagna i mokradła, rozkwieca je kaczeńcami i białym kwiatem czermieni, a blaskiem rozlewisk wabi przelotne ptaki. Broni trudnodostępnych mszarów, skąd dobiega zew żurawi i czuszykanie cietrzewi.
...i sto odcieni błękitu
Ludzie, którzy od wieków mocowali się z siłami przyrody, nauczyli się żyć z nią w zgodzie i korzystać z jej dobrodziejstw. Sprawnie poruszają się długimi łodziami z drewna, łowiąc ryby, zbierając zioła i wciąż podbierając miód z nadrzewnych uli. Trudne warunki nie pozwoliły im co prawda rozwinąć kunsztownej architektury, ale cóż piękniej harmonizuje z poleskimi przestrzeniami, niż kryte strzechą chaty, czy błękitne ściany drewnianych cerkwi, jak choćby tej, którą pobudowano w Buczynie, wśród łąk nad Stochodem. Błękit to na Polesiu kolor wszechobecny, o stu - jak woda - odcieniach: rzek i jezior, okiennic, krzyży przydrożnych. Dzięki niemu nawet sytuowane na piaszczystych pagórach mogiłki zdają się pełne życia, które toczy się pomiędzy błękitem nagrobków i samego nieba.
Krajobrazy minionego
Poleska przyroda sprzyjała ocaleniu wielu obrazów, za którymi z tęsknotą spoglądamy w przeszłość. Tuż za Bugiem, granicą zjednoczonej Europy, wieś żyje tempem konnych zaprzęgów, których w nadprypeckich wioskach więcej niźli wytworów motoryzacji. Koński renesans to też dzieło historii, pasjonującej, ale i trudnej. Zaradni Poleszucy z żalem patrzą na opustoszałe kołchozy, ale i nie bardzo tęsknią za komunizmem. Dziarsko biorą się za swoje sprawy, wskrzeszając umiejętności i sprzęty, które nad Wisłą widuje się po skansenach. Wsłuchując się w opowieści z okolic Lubieszowa czy Kamienia Koszyrskiego, posłyszymy echa i racje różnych narodów. Czułe ucho przybysza zza zachodniej granicy z pewnością wychwyci ślady walk legionowych, tragedię bratobójczych waśni czy spuściznę przedwojennych szkół polskich. To właśnie na Polesiu, w Lubieszowie, kształcił swą wzniosłą dumę i umysł Tadeusz Kościuszko, o czym głosi tablica na tamtejszym kolegium pijarskim. Takich odkryć na Polesiu spodziewać się można wielu. Pojechać tam trzeba jedynie!













