
Fotograf (fotoreporter) freelancer, pilot wycieczek, przewodnik po Gruzji – współpracuje z prasą gruzińską (Georgian Journal oraz IWPR) oraz polską (KONTYNENTY, Nowa Europa Wschodnia, Świat Koni). By realizować projekty fotograficzne, przeprowadziła się do Gruzji. Wyróżniona dwukrotnie w galerii za Zdjęcie Dnia – Daily Dozen National Geographic, laureatka stypendium fotograficznego Timothy’ego Allena w ramach Xposure International Photography Festival (2017) w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, wyróżniona na Kolosach (za rok 2017) w kategorii Podróż za przejście migracyjne i dokumentację życia pasterskiego w Tuszetii, finalistka Siena International Photo Awards (2018) oraz Amundsen Photo Awards (2018). Pasjonatka jeździectwa i tańca. Szczególnie zainteresowana kulturami ginącymi w procesie globalizacji i rozwoju turystyki.


Od wczesnego dzieciństwa pragnęła być odkrywcą i w dorosłym życiu pozostaje wierna swemu postanowieniu. Z wykształcenia biolog z dyplomem karaibskiego Uniwersytetu Antylskiego, z zawodu i pasji podróżnik na pełen etat. Andy i Amazonia - dwa skrajnie różne światy, które zawróciły jej w głowie od pierwszego wejrzenia. Przemierzyła głęboką dżunglę ucząc się sztuki przetrwania od plemion Secoya i Kichwa, wysoko w górach obserwowała życie szamańskiej rodziny z plemienia Kamëntsá, a u pustynnego ludu Wayuu uczyła się kitesurfingu od rdzennych nastolatków z latawcem urodzonych. Uważa, że każde spotkanie w życiu jest po to, aby się czegoś nauczyć. W relacjach z tubylcami najwyżej ceni możliwość spojrzenia na świat ich oczami, uzyskanie nowej perspektywy, przewartościowanie swoich własnych opinii. Była już naukowcem-akustykiem, prezenterem radiowym, kontraktorem wojskowym, lingwistką oraz płetwonurkiem; największą satysfakcję przynosi jej jednak praca z ludźmi, wśród ludzi i dla ludzi.


Aby wstępnie poznać ludzi i ich środowisko, warto pozostać w jednym miejscu przynajmniej przez dwa lata – żeby móc porównać ze sobą, choćby dwa pełne cykle pór roku. Idea ta urodziła się podczas niekończących się podróży stopem po Europie. Na początku zamiłowanie do wody, wzmocnione studiami o kulturach śródziemnomorskich, pchnęło na Baleary. Jako marynarz na jachtach żaglowych opiekowałem się grupami turystów, a jesienią i zimą oprowadzałem małe grupki po górach Majorki i opustoszałym wybrzeżu Minorki. Zawiało także między rybaków i poławiaczy przegrzebek, ale to już na północny na Kanale La Manche. Zamiłowanie do nart i gór wypchnęło na dłużej do Norwegii a następnie do Gruzji. Symbioza lasu i rzek zwabiła na granicę angielsko walijską – na skrzyżowanie majestatycznej rzeki Severn i rzeki Wye (Afon Gwy) do prastarego las Dean. Koordynowałem tam pracą wolontariuszy w czarującym ogrodzie, oraz organizowałem piesze wędrówki po wybrzeżu Walijskim, górach Brecon Beacons oraz samym lesie Dean. Morze Śródziemne przyciągnęło ponownie na zapomniany Półwysep Salentyński, żeby razem z włoskimi partnerami rozwijać turystykę rowerową dla osób niedowidzących i niewidomych. Od trzech lat mieszkam w rodzinnym Krakowie i dojrzewam do kolejnej zmiany środowiska. W między czasie goszczę przyjaciół z poznanych krain i zapoznaję ich z perełkami Małopolski.


Kulturoznawca i filolog ukraiński. Dziennikarz, recenzent literacki, autor dwóch książek opublikowanych przez Wydawnictwo Czarne. Miłośnik przyrody od wczesnego dzieciństwa. Ptasiarz. Szuka pomostów między światem humanistyki i nauk przyrodniczych. Ptaki obserwował od morza Barentsa do wybrzeży Sardynii, od Krymu do Wysp Brytyjskich. Prowadzi bloga Dzika Ochota poświęconego przyrodzie Warszawy. Swoją pasją dzieli się z Uczestnikami naszych wyjazdów przyrodniczych.


Oceanografka, biolożka morska, przewodniczka. Na Maderę przyjechała poznawać życie morskich ssaków i przepadła. Od kilku lat oprowadza turystów po wyspie pokazując ogrody, miasteczka i trasy piesze Madery, a także delfiny i inne morskie stworzenia żyjące w Atlantyku. Miłośniczka przyrody, górskich wypraw, żeglarstwa i gotowania. Na szczęście, na Maderze nie trzeba rezygnować z niczego (poza marcepanem). Dzień idealny? Kiedy po długiej, górskiej trasie mięśnie mogą odpocząć w oceanie, a żołądek nacieszyć się maderskim jedzeniem (i winem).